23 Lis

Jak skutecznie podnieść zarzut przedawnienia roszczeń

Przedawnienie roszczeń majątkowych jest dobrodziejstwem dla wielu dłużników. Zgodnie z art. 117 Kodeksu cywilnego roszczenia majątkowe – z nielicznymi, wskazanymi w ustawie wyjątkami – ulegają przedawnieniu, co skutkuje tym, że po upływie terminu przedawnienia dłużnik może uchylić się od zaspokojenia roszczenia wierzyciela (o ile dłużnik nie zrzekł się korzystania z zarzutu przedawnienia). Przedawnienie roszczeń następuje z mocy samego prawa, z upływem terminu przedawnienia danego roszczenia (ogólne terminy przedawnienia zostały uregulowane w art. 118 Kodeksu cywilnego, jednak ich długość nie ma w tym miejscu znaczenia). Wprawdzie przedawnienie roszczenia nie prowadzi do wygaśnięcia zobowiązania dłużnika (umorzenia długu), ale skutkuje przekształceniem go w tzw. zobowiązanie naturalne (niezupełne), które charakteryzuje się tym, że wynikające z niego świadczenie nie może być dochodzone przez wierzyciela z wykorzystaniem środków przymusu państwowego.

Innymi słowy, dług po stronie dłużnika nadal istnieje, ale aparat władzy publicznej (sądy, organy egzekucyjne) nie może zmusić dłużnika do zaspokojenia przedawnionego roszczenia. Oczywiście wierzyciel może pozwać do sądu dłużnika o przedawnione roszczenie. Wtedy obroną dłużnika przed takim powództwem powinien być właśnie zarzut przedawnienia. Co jednak ważne, chociaż samo przedawnienie następuje z mocy prawa, wraz z upływem określonego terminu, aby z dobrodziejstwa przedawnienia skorzystać, dłużnik musi przede wszystkim z faktu przedawnienia roszczenia zdawać sobie sprawę i powołać się na to przedawnienie we właściwym czasie i w odpowiedni sposób. Dopóki bowiem dłużnik zarzutu przedawnienia nie podniesie, nikt, w tym również sąd, faktu przedawnienia roszczenia nie uwzględni z własnej inicjatywy (z urzędu). I tu dochodzimy do istoty problemu – w jaki sposób korzystać z zarzutu przedawnienia roszczenia?

Przez długi czas kwestia ta nie budziła większych wątpliwości. Dłużnik mógł powołać się na przedawnienie wobec wierzyciela jeszcze na etapie przedsądowym i jeżeli wierzyciel uznał zasadność tego zarzutu, po prostu rezygnował z dalszego dochodzenia przedawnionego roszczenia. Dłużnik mógł również powołać się na przedawnienie również przed sądem, kiedy został już pozwany przez wierzyciela o spełnienie przedawnionego roszczenia. Odbywało się to w ten sposób, że dłużnik podnosił zarzut przedawnienia roszczenia (powoływał się na przedawnienie) w odpowiedzi na pozew, w sprzeciwie lub zarzutach od nakazu zapłaty, w sprzeciwie od wyroku zaocznego albo w toku postępowania, ustnie lub na piśmie. Gdy zarzut był zasadny, sąd go uwzględniał, co skutkowało oddaleniem powództwa i przegraną wierzyciela. Wydawałoby się: proste, toteż mało kto zaprzątał sobie głowę szczegółami dotyczącymi tego, w jaki sposób zarzut przedawnienia powinien być podniesiony, aby mógł być uwzględniony przez sąd i aby wywarł zamierzony przez dłużnika skutek w postaci uchylenia się od obowiązku zaspokojenia przedawnionego roszczenia. Spokój trwał jednak do czasu.

Wątpliwości co do omówionej wyżej i zdawałoby się – powszechnie już akceptowanej praktyki pojawiły się bowiem na tle dyskusyjnego w wywodach swego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 17 kwietnia 2014 r., II Ca 465/14, który, co ciekawe, odwołuje się do innego orzeczenia – wyroku Sądu Najwyższego z dnia 19 sierpnia 2004 r., V CK 38/04. Z obu rozstrzygnięć płyną dwa wnioski. Po pierwsze, że pozwany dłużnik może podnieść zarzut przedawnienia do czasu prawomocnego zakończenia sprawy, zatem również przed sądem drugiej instancji, w toku postępowania apelacyjnego. Pogląd ten, niewątpliwie korzystny dla dłużników, należy podzielić, jednak nie on jest źródłem omawianych problemów. Po drugie – i to z punktu widzenia prowadzonych tu rozważań jest istotne – oba sądy uznały, że do skutecznego podniesienia zarzutu przedawnienia niezbędne jest złożenie wierzycielowi (powodowi) przez pozwanego dłużnika jednostronnego, prawokształującego oświadczenia woli o uchyleniu się od zaspokojenia roszczenia z uwagi na upływ terminu określonego w art. 118 Kodeksu cywilnego. Co więcej, w ocenie obu sadów, oświadczenie takie, jako oświadczenie materialnoprawne, nie jest kierowane do sądu, ale musi być złożone wierzycielowi albo pełnomocnikowi wierzyciela uprawnionemu przez niego do odbioru oświadczeń materialnoprawnych. W konsekwencji, w ocenie tych sądów, nieskuteczne jest powołanie się na zarzut przedawnienia w piśmie procesowym (w odpowiedzi na pozew, w sprzeciwie itp.), które trafia nie do wierzyciela, ale do jego pełnomocnika procesowego (co jest regułą, gdy wierzyciel jest w sprawie reprezentowany przez adwokata), albo nawet na rozprawie, na której jest wprawdzie pełnomocnik procesowy wierzyciela, ale jego samego już nie ma. Pogląd ten wywraca dotychczasowy sposób rozumienia i funkcjonowania przedawnienia w procesie cywilnym. Jest przy tym błędny.

Podstawowy błąd rozumowania, które legło u podstaw przytoczonej oceny, sprowadza się do nieuzasadnionego przekonania, że skorzystanie z zarzutu przedawnienia wymaga złożenia przez dłużnika jakiegokolwiek oświadczenia woli, komukolwiek – w tym wierzycielowi. Pogląd ten jest sprzeczny z istotą samego przedawnienia i oświadczenia woli, którym jest każde zachowanie podejmowane w celu doprowadzenia do powstania, zmiany albo ustania określonego stosunku prawnego. Tymczasem skutkiem przedawnienia nie jest ustanie (wygaśnięcie) zobowiązania, umorzenie długu dłużnika i skasowanie roszczenia wierzyciela, a jedynie uzyskanie przez to ostatnie charakteru roszczenia niezaskarżalnego. Powołanie się przez dłużnika na przedawnienie roszczenia nie jest więc oświadczeniem woli. Tym bardziej złożenie jakiegokolwiek oświadczenia, w tym oświadczenia woli, nie warunkuje przedawnienia, skoro następuje ono z mocy prawa na skutek upływu określonego terminu. O oświadczeniu dłużnika można mówić co najwyżej w odniesieniu do oświadczenia (również procesowego), z którego wynika, że odmawiając zaspokojenia dochodzonego od niego roszczenia, powołuje się on właśnie na jego przedawnienie (warto jednak zauważyć, że w istocie jest to tylko wskazanie przez dłużnika powodu odmowy spełnienia świadczenia, do czego dłużnik jest już uprawniony z mocy prawa). Tylko tyle i aż tyle. Znajduje to zresztą potwierdzenie w brzmieniu art. 117 § 2 Kodeksu cywilnego, w którym nie ma mowy o jakimkolwiek oświadczeniu woli, a jedynie o możliwości „uchylenia się od zaspokojenia roszczenia”. Punkt ciężkości zostaje na gruncie tego przepisu wyraźnie przesunięty na sferę zaspakajania roszczenia, jego wykonania, w tym wykonania pod przymusem organów aparatu państwowego. Chodzi więc nie tyle o samo zobowiązanie i jego istnienie, co o wykonywanie wynikających z tego zobowiązania praw i obowiązków – roszczeń wierzyciela i odpowiadających im świadczeń dłużnika. Pojęcie „uchylenia się” stanowi zresztą klucz do prawidłowego rozumienia istoty przedawnienia i wyjaśnienia omawianych tu wątpliwości. Przedawnienie stwarza stan „niezaskarżalności” roszczenia i pozwala dłużnikowi na uchylenie się od jego zaspokojenia. Wskazuje to pośrednio na osobę, wobec której, i okoliczności, w których dłużnik powinien podnieść zarzut przedawnienia, aby nie zostać przymuszonym do zadośćuczynienia przedawnionemu roszczeniu. I tak, na etapie przedsądowym dłużnik może (ale nie musi) podnieść zarzut przedawnienia w stosunku do wierzyciela, np. w odpowiedzi na przedsądowe wezwanie do zapłaty, przy czym powołanie się na ten zarzut nie ma charakteru oświadczenia woli, ale prostego komunikatu dla wierzyciela: „roszczenie jest przedawnione i z tego powodu nie zamierzam go zaspokajać, na co pozwala mi prawo”. W przypadku rozsądnego wierzyciela (zakładając oczywiście, że przedawnienie faktycznie nastąpiło) taka informacja powinna skutecznie odwieść go  od wytaczania powództwa, którego przedmiotem byłoby przedawnione roszczenie. Tyle o etapie przedsądowym. Na etapie sporu sądowego adresatem formułowanego przez dłużnika zarzutu przedawnienia jest przede wszystkim orzekający w sprawie sąd, jako ten organ, który autorytatywnie ma przesądzić, czy dłużnik powinien spełnić świadczenie odpowiadające zgłoszonemu roszczeniu, czy też nie, bo np. jest ono przedawnione i odpowiedni zarzut został w postępowaniu podniesiony. Skoro istotą przedawnienia jest stworzenie dłużnikowi możliwości „uchylenia się od zaspokojenia roszczenia”, a o obowiązku jego zaspokojenia orzeka sąd, to jest logiczne, że fakt przedawnienia i odpowiedni zarzut powinien być komunikowany przede wszystkim sądowi, który jest wyłącznie kompetentny do rozstrzygania, czy roszczenie to ma być zaspokojone, czy nie. Mowa tu więc o etapie wykonywania świadczenia, zaspakajania roszczenia. Swoistą tamą przed przymuszeniem dłużnika do zaspokojenia roszczenia jest właśnie podniesienie zarzutu jego przedawnienia. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że powołanie się przez dłużnika na przedawnienie roszczenia ma charakter „prawotamujący”, gdyż skutecznie tamuje (blokuje) uprawnienie wierzyciela do dochodzenia spełnienia roszczenia przy wykorzystaniu przymusu państwowego (nie może być jednak ono utożsamiane z oświadczeniem woli o charakterze prawokształtującym, skoro nie prowadzi do powstania, zmiany ani ustania stosunku prawnego). W konsekwencji powołanie się przez dłużnika na zarzut przedawnienia wyłącznie na płaszczyźnie procesowej, w toku sprawy sądowej (w piśmie procesowym albo ustnie na rozprawie), choćby nawet informacja o odmowie spełnienia świadczenia ze względu na przedawnienie roszczenia nie dotarła do wierzyciela, należy uznać za procesowo skuteczne i wystarczające dla sądu do oddalenia powództwa w zakresie przedawnionego roszczenia.

Wydaje się, że błędny pogląd zaprezentowany w przywołanych orzeczeniach zasadza się na nieuprawnionym przeniesieniu na grunt instytucji przedawnienia zasad dotyczących potrącenia wierzytelności (art. 499 Kodeksu cywilnego) i uchylania się od skutków oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu lub groźby (art. 88 § 1 Kodeksu cywilnego). Faktycznie, w tych dwóch przypadkach do wywołania skutku przewidzianego przez prawo dla potrącenia i dla uchylenia się od następstw wadliwego oświadczenia woli konieczne jest złożenie odrębnego oświadczenia woli drugiej stronie stosunku prawnego. Co więcej, oświadczenie to ma charakter prawokształtujący, skoro w pierwszym przypadku prowadzi do zmiany treści zobowiązania (zmiana wysokości wzajemnych wierzytelności), a w drugim – do unicestwienia czynności prawnej (zobowiązania). Dotychczasowe uwagi na temat przedawnienia pozwalają z łatwością rozpoznać różnice pomiędzy podniesieniem zarzutu przedawnienia a potrąceniem i uchyleniem się od skutków prawnych wadliwego oświadczenia woli.

Tym samym oczekiwanie, aby pozwany dłużnik podnoszący w toku procesu zarzut przedawnienia miał jeszcze składać w tym przedmiocie wobec wierzyciela (powoda) odrębne oświadczenie woli (względnie aby miał wykazywać, że oświadczenie takie złożył wierzycielowi jeszcze przed wszczęciem sprawy), jest nieuzasadnione na gruncie obowiązującego unormowania instytucji przedawnienia roszczeń i prawnej natury przedawnienia. Ponieważ przymusowe dochodzenie przez wierzyciela zaspokojenia przysługującego mu roszczenia następuje właśnie w postępowaniu sądowym, w zupełności wystarczające powinno być powołanie się przez dłużnika na przedawnienie przed sądem, który stwierdzając deklaratoryjnie, czy przedawnienie faktycznie nastąpiło, rozstrzyga o tym, czy dłużnik ma dochodzone od niego roszczenie zaspokoić, czy nie. Tym samym zarzut przedawnienia roszczenia podniesiony choćby tylko w ramach procesu cywilnego powinien skutkować oddaleniem powództwa co do tego roszczenia.

Choć mogłoby się wydawać, że wątpliwości co do sposobu skutecznego podnoszenia zarzutu przedawnienia zostały rozwiane, należy pamiętać, że prawo jest w znacznym stopniu sztuką argumentacji, zaś podatność różnych osób, w tym sądów, na siłę argumentów bywa różna, podobnie jak poglądy na poszczególne problemy prawne. Skoro w judykaturze pojawiły się co najmniej dwa orzeczenia, których tezy były przedmiotem powyższych uwag, nie jest wykluczone, że będą kolejne. Dlatego w razie sporu na linii wierzyciel – dłużnik potrzebna jest zawsze szczegółowa analiza i uwzględnienie wszystkich okoliczności sprawy przy zachowaniu najdalej idącej ostrożności pozwalającej na zminimalizowanie ryzyka prawnego. To jest już jednak zadanie dla adwokata, którego w takich sytuacjach warto odwiedzić zanim spór przybierze rozmiary przerastające jego uczestnika i niekorzystny dla niego obrót.